czwartek, 23 czerwca 2011
BLOKER i Rossmann
Wczoraj na chwilkę przed pracą coś mnie podkusiło żeby wskoczyć do Rossmanna, miałam oblukać promocje. Gdy tak chodziłam pomiędzy półkami oczom swoim nie mogłam uwierzyć. Na półce stało jedno jedyne opakowanie BLOKERA ziaji. Złapałam je oczywiście do ręki i pomyślałam, że trzeba je wziąć bo przecież ciężko gdziekolwiek dorwać to. Czytałam na innych blogach o tym że w Rossmannie nie można dostać. Kosztował niecałe 7zł. Przy kasie pani kasując mnie zapytała czy to jest dobre. Chwilkę sobie o nim porozmawiałyśmy. Podobno znalazły się tam dlatego, że sporo osób o nie pytało i wzięli karton na próbę. Jak widać opłaciło się bo w kilka dni się rozeszły a ja dorwałam ostatnie opakowanko. :):):)
czwartek, 16 czerwca 2011
LAKIERKOWY SZAŁ-CIAŁ
Hey kochane! Dzisiaj troszkę i lakierach do paznokci. Wczoraj miałam trochę czasu przed pracą i rozglądałam się po różniastych sklepach i wpadły mi w ręce lakiery, oczywiście zakupiłam sobie trzy nowości (nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła). Bardzo ładne letnie kolorki. Pokaże wam jeszcze lakiery które już mam w posiadaniu, niektóre lubię baaardzo inne trochę mniej. Warto mieć różne, wiem po sobie że czasem przyjemnie jest pomalować paznokcie zupełnie inaczej niż zwykle...
Lakierkowe nowości, każdy z nich kosztował mnie aż 3,50zł :) taniości... mają dokładnie 9ml. Trudno mi powiedzieć jakiej są firmy, jest na nich napis "LAKIER PIKA" i miejscowość Borzęcin Duży. :) Przepiękne są te kolorki. Pierwszy szaro metaliczny, drugi cytrynkowo kanarkowy (nim chyba pierwszym sobie pomaluje pazurki) i trzeci takie landrynkowy, coś pomiędzy różem a czerwienią. Naprawdę śliczne.... A teraz lakierki które już posiadam od krótszego lub dłuższego czasu....
Dwa z lewej są firmy Eveline z serii Holografic. Mają w sobie świecące drobinki które mienią się w słońcu. Kiedyś szalałam na punkcie tego bordowego i zostało go połowa niecała. :) Dwa z prawej firmy miss sporty delikatne mleczne kolorki, jedna warstwa spokojnie wystarcza.
Z lewej perłowo fioletowy lakierek 5ml z miss selene. Dostałam go od kuzynki której się nie podobał. Nim maluje sobie zazwyczaj paznokcie w okresie zimowym. Pozostałe lakiery firmy safari. Mega buteleczka perłowego różu, delikatny i dziewczęcy. Obok lakier którego kolor jest trudny do określenia. Na paznokciu wygląda tak pomiędzy czerwienią a pomarańczem. I trzeci to brokatowo srebrne drobinki w bezbarwnym lakierze. Można nim ładnie ozdabiać sobie paznokcie, niestety ma gruby pędzelek.
Te lakierki strasznie lubię. Dwa z prawej firmy VOLLARE z serii sexi flexi. Matowe kolorki. Obecnie mam na paznokciach ten niebieski. W końcu się do niego przekonałam i go polubiłam. Trzeci lakier niezidentyfikowany. MA perłowy kolor pomarańczu, chociaż w każdym świetle wygląda inaczej. Zdecydowanie letni kolor.
Ostatnia grupka lakierów które najmniej lubię i najrzadziej używam chyba że na paznokcie stupek :) w sumie to żadna rewelacja.
Zmywam maseczkę z twarzy i lece na poczte. Coś tam na mnie czeka. Mam nadzieje że to zwrot podatku ale znając życie pewnie będzie to jakiś urzędowy list. Trzymajcie się mocno. :*
wtorek, 14 czerwca 2011
CZERWCOWY HAUL
Przyznam się szczerze że nie byłam na takich zakupach z prawdziwego zdarzenia od dwóch miesięcy. Straszne.... Nie mogłam sobie pozwolić na nic dla czystej przyjemności bo musiałam zainwestować w łaszek na wesele i wszystko co za tym idzie, potem wyszły inne sprawy... W zeszłym tygodniu naszedł ten dzień :):):) już prezentuje rzeczy które upolowała:
Jak wam się podobają moje zdobycze??? Ja najbardziej zadowolona jestem z torebki. Jest świetna, to będzie mój numer jeden tego lata. :)
TALLY WEIJL
TALLY WEIJL
Stradivarius
H&M
New Yorker
czwartek, 26 maja 2011
ADI BEAUTY - mydełko błotne
Już od jakiegoś czasu chciałam nabyć coś z tej firmy. Na początku nie wiedziałam co, potem jak już wiedziałam to miałam inne ważniejsze wydatki aż zdecydowałam się w tym miesiącu. Do zakupu pchnął mnie również dodatek do wypłaty jaki będę miała (w tym miesiącu praca idzie mi wyjątkowo dobrze).
Zacznę od tego czym jest ADI BEATY. To firma izraelska produkująca naturalne kosmetyki które w swoim składzie mają wodę, błoto lub sól z morza martwego. Dodatkowo nie posiadają chemii. Nie wiem czy bym się zdecydowała na ten kosmetyk gdybym nie miała zniżki pracowniczej. Zakupiłam błotne mydełko. Jest z błota z dna morza martwego, ma w sobie jeszcze wodę z morza martwego która zawiera w sobie 21 minerałów, olejek palmowy i kokosowy. Jest przeznaczona dla problemowej skóry. Można je stosować na całe ciałko lub też na twarz. Osobiście mam cere b.tłustą w strefie T, zauważyłam że przez to że robi się cieplej coraz trudniej jest mi nad nią zapanować. To mydełko ma poskromić wydzielanie się sebum na mojej twarzy, a dzięki zawartym olejkom ma ją odżywić i nawilżyć. Mydełko ma 125g a jego cena detaliczna to 88zł. Wygląda następująco...
Mydełko umieściłam w pudełeczku w łazience. Co mogę powiedzieć na jego temat to jest rewelacyjne. Myje sobie nim buzie dwa razy dziennie w taki sposób jaki mówię moim klientką. Pomijając fakt że przestaje się świecić na twarzy a sebum jest prawie niewyczuwalne to zauważyłam że moja buzia jest o wiele gładsza w dotyku, dzięki temu zużyłam mniej podkładu na przy makijażu, bardzo łatwo mi się go rozprowadzało. Jako ciekawostkę dodam, że wyskakiwał mi syfek na czułku, powoli się budował. Jak umyłam mydełkiem twarz to na drugi dzień się zauważalnie zmniejszył, a w następny już nie było śladu po nim. Byłam zachwycona. Nie mam problemu z trądzikiem po prostu raz na jakiś czas coś mi wyskoczy. Przeczuwam, że zapomnę o syfkach, a za jakiś czas nie będę wiedziała co to jet. :) Bardzo polecam osobą które mają cerę w kierunku tłustek.
pozdrawiam :*
wtorek, 17 maja 2011
wyjściowy OOTD
hey! :) w poprzednich wspominałam o tym co niece aż nastąpił ten dzień, mój pierwszy ootd tutaj :) dlaczego wyjściowy? ponieważ w weekend byłam na weselu, bawiłam się fantastycznie aż mi ciężko było w poniedziałek po takiej zabawie iść do pracy (chociaż miało to swoje pozytywne strony :)) a wyglądałam wtedy mniej więcej tak...
to zaczynam od dołu:
butki - CCC
sukienka - New Yorker
łańcuszek - Hause
i to wszystko :) piszcie jak wam się podoba, bardzo mnie cieszy nawet malutki komentarzyk na moim blogu :) do następnego postu :*
sobota, 23 kwietnia 2011
ach te święta...
hej kochani! poświęciliście jajeczka??? :) dzisiejsza notka będzie początkiem cyklu "DOBREJ PANI DOMU" temat bęzie na czasie bo świąteczny, związany z jajeczkami... a dokładniej jak najlepiej przygotować je do wielkanocnego koszyczka. Wymienie po kolei kilka metod zaczynając od złych przez kiepskie do dobrych i wygodnych.
1.moczenie w specjalnych barwnikach, to jest moim zdaniem coś okropnego, jajeczko wygląda prześlicznie ale jak je rozłupiemy to barwniki z farbek są tak silne że barwią białko, nie nadają się wogóle do jedzenia,
2.moczenie w wywarze z celuli, metod ta ma swoich zwolenników, że niby naturalnie itp. uważam że jajka wyglądają smutnie biednie i jeszcze raz smutnie, wychodzą brązowe, można wyskrabać coś na nich ale nie każdy potrafi to łądnie zrobić a w trakcie skrabania łątwo jest przebić skorupke.
3.malowanie flamasterkami. idealne dla osób które mają dzieci, maluszki mają zabawe i swój wkłąd w święta, w moim domu nie ma takich dzieci a ja nie lubie takiej zabawy, brak czasu i ochoty
4.foliówki. od dziś to mój sposób na jajeczka, oczywiście robiłam to metodą prób i błędów (dziś był mój pierwszy raz :)) szybko wygodnie i rzwawo, oddzielamy od siebie folióweczki, co ważne nie rozcinamy wcale, krążek nakłądamy na jajeczko i na łyżce zanóżamy we wrzątky, folia pod wpływem ciepła przykleja sie do jajeczka, ja osobiście polecam
chciałąm jeszcze pokazać jak wyglądał mój samodzielnie przygotowany koszyczek i wszystkim czytającym złożyć życzenia świąteczne WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!! :**
właśnie skończyłam pić kawke i biorę się za Krysickiego i Włodarskiego :) kupiłam książeczke w połowie miesiąca teraz tylko się uczyć, po majowym weekendzie mam koło więc czas już najwyższy....
:)
1.moczenie w specjalnych barwnikach, to jest moim zdaniem coś okropnego, jajeczko wygląda prześlicznie ale jak je rozłupiemy to barwniki z farbek są tak silne że barwią białko, nie nadają się wogóle do jedzenia,
2.moczenie w wywarze z celuli, metod ta ma swoich zwolenników, że niby naturalnie itp. uważam że jajka wyglądają smutnie biednie i jeszcze raz smutnie, wychodzą brązowe, można wyskrabać coś na nich ale nie każdy potrafi to łądnie zrobić a w trakcie skrabania łątwo jest przebić skorupke.
3.malowanie flamasterkami. idealne dla osób które mają dzieci, maluszki mają zabawe i swój wkłąd w święta, w moim domu nie ma takich dzieci a ja nie lubie takiej zabawy, brak czasu i ochoty
4.foliówki. od dziś to mój sposób na jajeczka, oczywiście robiłam to metodą prób i błędów (dziś był mój pierwszy raz :)) szybko wygodnie i rzwawo, oddzielamy od siebie folióweczki, co ważne nie rozcinamy wcale, krążek nakłądamy na jajeczko i na łyżce zanóżamy we wrzątky, folia pod wpływem ciepła przykleja sie do jajeczka, ja osobiście polecam
chciałąm jeszcze pokazać jak wyglądał mój samodzielnie przygotowany koszyczek i wszystkim czytającym złożyć życzenia świąteczne WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!! :**
właśnie skończyłam pić kawke i biorę się za Krysickiego i Włodarskiego :) kupiłam książeczke w połowie miesiąca teraz tylko się uczyć, po majowym weekendzie mam koło więc czas już najwyższy....
:)
środa, 13 kwietnia 2011
ZAKUPKI :):):)
Hej! Już nie pamiętam kiedy wcześniej chodziłam po sklepach, po prostu fundusze mi na to nie pozwalały. Wczoraj troszeczkę zaszalałam. :):):) Obskoczyłam wszystkie sklepy w galerii plus Rossmann'a. Kupiłam również łaszek na wesele które szykuje się w maju w mojej rodzinie. Więc w połowie następnego miesiąca będzie wyjściowy OOTD. Największym celem była oczywiście kiecka i buty do niej której teraz jeszcze nie pokaże oraz kosmetyki gdyż wyrzuciłam ostatnio pare buteleczek a niektóre są na wykończeniu.... Więszości rzeczy nie używałam jeszcze, ponieważ lubie testować i zmieniać zapachy. :)
- Antybakteryjny żel do rąk ClenHands (po pierwszym użyciu moge powiedzieć że przyjemnie pachnie aloesikiem ale chodzi mi o jego funkcje, jak zrobi się cieplej to będzie na wyposażeniu mojej torebki, w plenerze będzie rewelacyjny)
- Nawilżający balsam do skóry normalnej Eveline (na razie kończe balsam który mam, spróbowałam troszeczke i bardziej pachnie orchideą niż kokoskiem ale będzie ok, moja skórka nie jest wymagająca więc powinno być dobrze)
- Odżywka bambusowa dla włosów cienkich i delikatnych ma poprawić objętość i elastyczność włoska bez obciążania... ( no nie wiem, użyje to zobacze :)
- kólka Garnier mineral (czy chroni to nie wiem ale na pewno ładnie pachnie tak cytruskowo, bardzo przyjemnie...)
- szczota do masażu ( poużywam tego i jak już będę coś mogła na jej temat powiedzieć planuje małą recenzje)
- Kokosowy żel do mycia
- CARMEX (dlaczego słoiczek? jest bardziej ekonomicznie)
- Szampon i odżywka wzmacniająca do cienkich i delikatnych włosów ( te produkty zostały dobrze zareklamowane przez dziewczyny na YT i miały dość pozytywne opinie i też chce je spróbować)
I jeszcze ciuszki.... Letnie lekkie i przewiewne bluzeczki...
W tym miesiący nie koniec z zakupami. Szukam jeszcze bucików takich na codzień, płaskie do pomykania... :) Jak wam się podobają moje zdobycze??? Używałyście tych kosmetyków???
wtorek, 5 kwietnia 2011
Oriflame
Zastanawiałam się dość długo nad tą notką czy wogóle poruszać tą pewną kwestię i zdrcydowałam się. Z pewnością odezwą się osoby które są wielkimi fanami tej firmy. :) Chciałabym wspomnieć o 1dniowej przygodzie mojej z 'oriflame'. Nie będę w żaden sposób komentować jakości kosmetyków ponieważ nie miałam dużej styczności z nimi. Bardziej chciałabym nakreślić sposób działania tej firmy który mi się baaardzo nie spodobał....
Zaczęło się od wzięcia udziału w małym losowaniu z okazji dnia kobiet w galerii. Pani dała mi do wylosowania karteczki i wygrałam.... zaproszenie dla dwóch osób na kórs makijażu. Tak to się przynajmniej nazywało. :( Pomyślałam że dobrze byłoby się nauczyć posługiwać lepiej cieniami bo z tym za bardzo nie szaleje. Zabrałam znajomą i poszłyśmy na umówiony termin na "KURS". Jak się okazało dziewczyny które opowiadały wogóle nie miały wiele wspólnego z kosmetologią. A malowały jedynie 1 z 4 osób. Oczywiście wszystkiego można było próbować sobie... Momentami miałam wrażenie że nie mają pojęcia o czym mówią. Kurs makujażu opierał się na opowiadaniu o wspaniałości kosmetyków tej właśnie firmy i przekonaniem nas jak to fajnie jest być konsultantką oriflame. :( Firma jak firma w każdej jest jakiś dobry produkt i jakiś bubel tak samo pewnie w tej. Patrząc na cennik to nawet nie jest tak taniej po rabacie dla konsultantek. I podobno była super okazja która mnie rozbawiła. Jak zgodzimy się już teraz być konsultantką to zapłacimy 1zł wpisowe, normalnie podobno kosztuje to 19zł. :):):) Nie ma to jak wieczna oferta... Ale wciskanie kitu że jedna z dziewczyn dzięki takiej pracy wyprowadziła się od rodziców ma auto skuter i jeździ na zagraniczne wycieczki to już było przegięcie. Pań prezentujących było tyle samo co nas ale chyba tylko i wyłącznie po to żeby patrzeć żebymy nic nie skubnęły... Dzielnie trwałam do końca bo liczyłam na jakiś gażed w prezencie. W końcu wygrałam taaak??? a nic takiego jeszcze nie dostałam. ;/;/;/ Na sam koniec zostały nam wciśnięte kwestionariusze z którymi mamy przyjść jak najszybciej żeby zapłącić tylko 1zł wpisowego za bycie konsultantką i katalog oczywiście żebym mogła już coś zamówić. W atmosferze która tam panowała nic nie powaliło mnie na kolana. A generalnie myśle że chodzi w tym wszystkim o to że właśnie konsultantki najwięcej to dla samych siebie zamawiają kosmetyków i chcą pozyskać nowych "stałych klientów", a tym paniom to pewnie by zapłacili jakby zwerbowały świerzaczka do firmy, takie odniosłam wrażenie po ich nachalnym wręcz mówieniu do nas. Ani mi się śni pracować w czymś takim bo to żadna praca. Jak nie będę wiedziała co robić z pieniędzmi to może kupie jakiś produkt i trudno że zapłące normalnie. Nie dam się wciągnąć i myśleć o tym co kupić tam żeby nazbierać punlty.;/
Zaczęło się od wzięcia udziału w małym losowaniu z okazji dnia kobiet w galerii. Pani dała mi do wylosowania karteczki i wygrałam.... zaproszenie dla dwóch osób na kórs makijażu. Tak to się przynajmniej nazywało. :( Pomyślałam że dobrze byłoby się nauczyć posługiwać lepiej cieniami bo z tym za bardzo nie szaleje. Zabrałam znajomą i poszłyśmy na umówiony termin na "KURS". Jak się okazało dziewczyny które opowiadały wogóle nie miały wiele wspólnego z kosmetologią. A malowały jedynie 1 z 4 osób. Oczywiście wszystkiego można było próbować sobie... Momentami miałam wrażenie że nie mają pojęcia o czym mówią. Kurs makujażu opierał się na opowiadaniu o wspaniałości kosmetyków tej właśnie firmy i przekonaniem nas jak to fajnie jest być konsultantką oriflame. :( Firma jak firma w każdej jest jakiś dobry produkt i jakiś bubel tak samo pewnie w tej. Patrząc na cennik to nawet nie jest tak taniej po rabacie dla konsultantek. I podobno była super okazja która mnie rozbawiła. Jak zgodzimy się już teraz być konsultantką to zapłacimy 1zł wpisowe, normalnie podobno kosztuje to 19zł. :):):) Nie ma to jak wieczna oferta... Ale wciskanie kitu że jedna z dziewczyn dzięki takiej pracy wyprowadziła się od rodziców ma auto skuter i jeździ na zagraniczne wycieczki to już było przegięcie. Pań prezentujących było tyle samo co nas ale chyba tylko i wyłącznie po to żeby patrzeć żebymy nic nie skubnęły... Dzielnie trwałam do końca bo liczyłam na jakiś gażed w prezencie. W końcu wygrałam taaak??? a nic takiego jeszcze nie dostałam. ;/;/;/ Na sam koniec zostały nam wciśnięte kwestionariusze z którymi mamy przyjść jak najszybciej żeby zapłącić tylko 1zł wpisowego za bycie konsultantką i katalog oczywiście żebym mogła już coś zamówić. W atmosferze która tam panowała nic nie powaliło mnie na kolana. A generalnie myśle że chodzi w tym wszystkim o to że właśnie konsultantki najwięcej to dla samych siebie zamawiają kosmetyków i chcą pozyskać nowych "stałych klientów", a tym paniom to pewnie by zapłacili jakby zwerbowały świerzaczka do firmy, takie odniosłam wrażenie po ich nachalnym wręcz mówieniu do nas. Ani mi się śni pracować w czymś takim bo to żadna praca. Jak nie będę wiedziała co robić z pieniędzmi to może kupie jakiś produkt i trudno że zapłące normalnie. Nie dam się wciągnąć i myśleć o tym co kupić tam żeby nazbierać punlty.;/
...i to właśnie katalog który dostałam, a liczyłam na jakieś próbki kometyków alno małą kosmetyczke, coś w tym stylu.... miałyście może styczność z tymi produktami??? co byście polecały??? ;)
:*
piątek, 4 marca 2011
Niebiesko mi :):):):)
Wspaniale jest na zewnątrz. Ach... nadchodzi w końcu wiosna. :) Aż humorek się poprawia i nabiera się chęci do działania. Dziś w planach było opanowanie nowego przedmiotu na studia, który nie wyglądał miło i przyjemnie, jakim jest RACHUNKOWOŚĆ. Poświęciłam mu dzisiaj troszke i ogólnie mogę stwierdzić że ogarniam to. I jeszcze zaplanowana była jedna rzecz: napisanie małej opini na temat produkcików którymi dbam o buzie, a raczej o NIEBIESKIM DUECIE plus jeszcze coś.
Przechodząc do rzeczy.... oto oni....
Przechodząc do rzeczy.... oto oni....
po lewej Żel oczyszczający, po prawej krem nawilżający długotrwały efekt matujący, obie rzeczy są z firmy Garnier z serii czysta skóra. Żelu używam już baaaardzo długo, to moja chyba trzecia albo czwarta buteleczka. Nie znalazłam niczego innego co by się tak sprawdzało na mojej buzi. Mam dość tłustą cere i ten zestaw pomaga mi nad nią zapanować. Skóra jest napięta, daje uczucie świerzości. Po umyciu nim tważy mam wrażenie jakbym miała nową twarz, dziwne uczucie do opisania ale pozytywne. Ma w składzie cynk który ładnie wysusz syfki. Jego słabiej działającym odpowiednikiem, które większość cer woli, jest również niebieski żel firmy under20. Obecnie kończe pierwsze swoje opakowanie tego kremu. Świetnie współgra z żelem przedłużając efekt walki z tłustą cerą, naprawde matują buzie. Przyjemnie pachną ogóreczkami, kremik spokojnie można stosować pod makijaż, nie robi żadnych problemów.
poniedziałek, 28 lutego 2011
...
W końcu udało się. Mam nową pracę i jutro mam pierwszy swój dzień. Jestem niesamowicie zadowolona z tego. Prace znalazłam w dwa tygodnie intensywnego szukania wysyłania i łażenia po mieście. I jest. Trzeba robić to aktywnie na wszystkie dostępne sposoby. Swoje CV dopracować w najmniejszych szczegółach aby pokazać się od jak najlepszej strony.
Swoje poszukiwania zaczęłam od internetu. Wiadomo, przeglądanie ogłoszeń i wysyłanie aplikacji. Odwiedziłam urząd ale nie polecam, wielki bałagan, a propozycji było dokładnie 5. Więc ogólnie jeden wielki śmiech. Po małej wirtualnej przygodzie z pseudo pracodawcą stwierdziłam że tak nie może być i wydrukowałam CV i ruszyłam w miasto. Jakby się tak głębiej zastanowić wcale tak dużo ich nie rozniosłam. Choć dla każdego jakaś liczba może wydawać się duża lub nie duża. Telefonów miałam kilka.
Gdybym mogła coś podpowiedzieć poszukującym to po pierwsze, gdy już ktoś do was zadzwoni nie bójcie się rozmawiać z tą osobą, zapytajcie o godziny pracy, o wynagrodzenie. Niepotrzebnie jest jechać specjalnie na rozmowe żęby usłyszeć np. że chcą kogoś do pracy w każdy dzień a ktoś chodzi co jakiś czas na uczelnie. Wielu pracodawcą to wogólnie nie odpowiada. Nawet jeśłi chodzi o zaocznego studenta, co mnie bardzo zaskakujem, ale tak jest. CV koniecznie musi mieć zdjęcie. Trochę to niesprawiedliwe ale takie są realia że patrzy się na wszystko. Jeśłi już dojdzie do spotkania trzeba sie oczywiście schludnie ubrać, a w trakcie rozmowy być w nią w pełni zaangażowanym. To na razie tyle. :) Jeśli macie jakieś własne doświadczenia i porady w tej kwestii, albo pytania związane z tym właśnie tematem to zapraszam do komentowania. pozdrawiam cieplutko :*
Swoje poszukiwania zaczęłam od internetu. Wiadomo, przeglądanie ogłoszeń i wysyłanie aplikacji. Odwiedziłam urząd ale nie polecam, wielki bałagan, a propozycji było dokładnie 5. Więc ogólnie jeden wielki śmiech. Po małej wirtualnej przygodzie z pseudo pracodawcą stwierdziłam że tak nie może być i wydrukowałam CV i ruszyłam w miasto. Jakby się tak głębiej zastanowić wcale tak dużo ich nie rozniosłam. Choć dla każdego jakaś liczba może wydawać się duża lub nie duża. Telefonów miałam kilka.
Gdybym mogła coś podpowiedzieć poszukującym to po pierwsze, gdy już ktoś do was zadzwoni nie bójcie się rozmawiać z tą osobą, zapytajcie o godziny pracy, o wynagrodzenie. Niepotrzebnie jest jechać specjalnie na rozmowe żęby usłyszeć np. że chcą kogoś do pracy w każdy dzień a ktoś chodzi co jakiś czas na uczelnie. Wielu pracodawcą to wogólnie nie odpowiada. Nawet jeśłi chodzi o zaocznego studenta, co mnie bardzo zaskakujem, ale tak jest. CV koniecznie musi mieć zdjęcie. Trochę to niesprawiedliwe ale takie są realia że patrzy się na wszystko. Jeśłi już dojdzie do spotkania trzeba sie oczywiście schludnie ubrać, a w trakcie rozmowy być w nią w pełni zaangażowanym. To na razie tyle. :) Jeśli macie jakieś własne doświadczenia i porady w tej kwestii, albo pytania związane z tym właśnie tematem to zapraszam do komentowania. pozdrawiam cieplutko :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
